Specjalnie dla Was – od dzisiaj rozpoczynamy cykl felietonów Jacka Pawłowskiego, uznanego psychologa, szefa fundacji „Na przekór przeciwnościom”. To początek zmian jakie powoli szykują się naszym portalu. Felietony będą ukazywały raz w tygodniu i możecie je współtworzyć razem z nami, pisząc na Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. propozycje tematów, które szczególnie Was interesują.

A dzisiaj o depresji, która tak często dopada nas jesienią...kiedy to obniżony nastrój spowodowany pogodą a kiedy początki choroby z którą trzeba udać się do specjalisty? Zapraszamy.


Klub nicmisieniechcenia  i braku sensu w życiu  w uważam za otwarty! – ogłosił, listopadowego  poranka pan Mariusz, sąsiad z dołu. Ogłasza tak od siedmiu listopadów, by latem zamknąć klub chandry, a jesienią znów otworzyć. I tak w kółko. Nie zmartwiłem się za bardzo, bo chociaż smutek nie jest niczym pozytywnym, to ten jesienno-zimowy minie. Trzeba tylko wiedzieć jak go przepędzić i odróżnić od depresji, z którą już żartów nie ma.

Ta jesienna, to choroba afektywna sezonowa.  W naszej ,szarej” jesienią szerokości geograficznej dół, apatia, senność, otępienie, jest  właściwie czymś normalnym. Nie ma sensu wyrzucać sobie, że ma się spadek formy, ani ze łzami w oczach „brać się w garść”. O tej porze roku wiele rzeczy może przygnębiać – szaro, ciemno, ponuro, wiatr dojmujący w ciemności po szesnastej. Skoro ciemno to mózg dostaje jasny przekaz: spać. A zaśnij tu na kasie, przed komputerem, czy w trakcie badania pacjenta, albo wykładania zawiłości gramatyki niemieckiej.

Jeżeli natomiast smutek, podły nastrój, lęki, myśli samobójcze, bezsenność i w ogóle „wszystkodokitowość” trwa dłużej niż dwa tygodnie, nie pozwala funkcjonować poza łóżkiem, odbiera wszelką radość (muzyka, jedzenie, seks, kino, zakupy, gry stolikowe itd.), wtedy trzeba podjąć trudną jesienną decyzję i udać się do psychologa lub psychiatry. Na szczęście przestało to być powodem do wstydu i ku mojej radości prędzej ktoś pójdzie do psychoterapeuty niż dentysty.

Zanim jednak psychiatra i inne psycho, można spróbować sposobów domowych. A skoro dom to jedzenie, jednak nie chłopsko-sielsko-bigosowo-skwarkowo-kapustne z bezami na deser. Tłuste, słodkie ciężkie  jedzenie powoduje ociężałość i duszy i ciała (plus kilogramy i kolejny dramat). Menu na mroczą jesienną pogodę powinno być pełne witamin z grupy B. Dużo ryb i nieco orzechów, pełnoziarniste pieczywo i regularność posiłków. I do tego prawdziwy grabarz smutku i niechęci: ruch. Na świeżym powietrzu, we własnym rytmie i rodzaju.  Byle do zmęczenia, bez trudu nie ma endorfin, ale zapewniam, że warto.

Jacek Pawłowski



Aktualności

Sport

Region

Szkoły i przedszkola

 

×
Reklama