Nie będzie tu poparcia dla byłego rzecznika rządu, ani jego pisma tym bardziej. Podobno też źle jest zaczynać zdania od „nie”, bo się negatywnie kojarzy i źle nastawia, ale zaryzykuję.
Dalej będzie tylko lepiej/gorzej ( niepotrzebne skreślić). Mam na myśli trudną sztukę odmawiania czyli asertywność. Postawa asertywna przez ortodoksyjnych potakiwaczy i wykorzystywaczy (tak!) stawiana jest w jednym rzędzie z tzw. bezstresowym wychowaniem, amerykańskim modelem egoisty i „dzisiejszą młodzieżą”. Czyli samym złem, niestosownym, bezwzględnym i zupełnie nie naszym. A asertywność to po prostu umiejętność wyrażania własnego zdania, emocji bez odczuwania wewnętrznego konfliktu czy niewygody. Osoba asertywna nie jest chamskim tyranem zapatrzonym w czubek własnego nosa, nie lekceważy, jak i nie ogranicza swobody psychicznej, fizycznej innych osób. Wezmę więc pod lupę „nie”.

Odmawianie, w sytuacjach, w których naruszane jest nasze prawo dobro, interes, komfort psychiczny i fizyczny jest czymś absolutnie wskazanym, powinno być zrozumiałe i naturalne. Jednak nie każdy potrafi odmawiać i mało kto potrafi i chce takową przyjąć. Ile razy odmawiam pilnowania wnuków czując się winna. Pożyczam sam, żeby móc pożyczyć, żebym nie wyszedł na nieużytego sknerę. Boję się, że jak odmówię to się obrazi, zwolni z pracy, zerwie ze mną, obgada przed znajomymi, zrobi sobie coś złego itd.

Nikt rodzi się z umiejętnością asertywnego odmawiania, ale można się tego nauczyć. Nie bójmy się, że nasze stanowcze „nie” spowoduje towarzyskie wykluczenie, rodzinny ostracyzm i wyrzucenie z pracy. Większość obaw budujemy tylko w naszych wyobrażeniach. Nie pożyczę ci pieniędzy bo mam inne wydatki. Nie zawiozę cię do sklepu bo mam randkę.

Nie pójdę z tobą na łyżwy, bo mam inny plan na dziś. Oto modelowa odmowa jasna i prosta, bo odmowa uzasadniona. Zapewniam, że w większości przypadków to wystarczy i nie ma co kombinować z piętrowymi tłumaczeniami ( bo właśnie jedzie ciocia z Poznania, a ja mam straszny bałagan, a ona jest pedantką i do tego plotkarką z alergią na kurz. Czekam na kuriera z lekarstwem dla sąsiadki, która jest właśnie w szpitalu. Sąsiad od paru godzin mnie zalewa i nie ma go w domu, i muszę ciągle wymieniać miskę, żebym nie zalał tych z dołu.).

Owszem, brzmi kosmicznie i nieprzekonująco, ale przecież uciekamy się do takich wybiegów, żeby… Żeby co? Uspokoić sumienie, nie sprawić zawodu, uchronić przed gniewem, nie skrzywdzić? Mamy prawo do swojego życia i dbanie także o swoją wygodę. Postawa wiecznego dawcy kiedyś się zemści, depresją, wybuchem, agresją i zerwaniem kontaktów bo „ile można i koniec z tym!”. Acha, i jedna ważna rzecz: nie mylmy polecenia służbowego z prośbą. A także: mówienie dobrze o sobie bez fałszywej skromności to też asertywność.

Jacek Pawłowski