„ ... i uczynię wszystko aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe". To oczywiste, myślą małżonkowie patrząc sobie w oczy. Obrączki, Mendelson, kwiaty, gratulacje, wesele. Niektórym się udaje, innym wraz z matowieniem obrączek blednie uczucie, luzuje przywiązanie, zgoda. Niegdyś słodkie przywary stają się irytującymi wadami. Niedoskonałości ciała ohydą, a skłonności zwykłymi nałogami. Skłonności do alkoholu, przemocy, agresji, zdrady. Rozjeżdżają się priorytety i plany. Wspólna droga zaczyna się rozwidlać. Aż nadchodzi moment, w którym już wiadomo, że dalej się nie da. Że rozwód jest nieunikniony i dla dobra obojga i dzieci (tu zdania często są podzielone) lepiej żyć osobno.

Rozwód to jeden z największych stresów człowieka. Obojętnie czy „kulturalny" czy „pralniczy". Zranieni, rozsierdzeni, wściekli, smutni, załamani rozwodnicy nie zawsze zostają pogodzonymi ze światem singlami z odzysku. Z chęci odegrania się na tej „tępej krowie", „puszczalskiej", „leniwym flejtuchu" , albo na „śmierdzącym bydlaku", „moczymordzie", „oszuście" i „draniu"  kiedyś sobie bliscy robią piekło. Szkalują wśród znajomych, hejtują w mediach społecznościowych i na portalach. Pod różnymi nickami rozpętują burzę nienawiści, brudu i złowrogiej roboty. Im bardziej czuje się zraniony albo winny tym agresywniej napada. Nieraz do arsenału dodają dzieci, którymi perfidnie grają, szczując się nawzajem. Za nic mają ich cierpienie bo, trzeba to jasno powiedzieć, one zazwyczaj, cierpią najbardziej. Rozdarte między kochanymi rodzicami, którzy teraz są wrogami. Mówię najczęściej, bo bywa, że pozbycie się agresora z domu jest szczęśliwym wybawieniem. Przyczyn rozwodów jest mnóstwo, niemal tyle ile powodów zakochania. Rozstanie jest ryzykiem wpisanym z związek. Tak jak nigdy nie wiemy, jak się zachowamy i czego możemy się spodziewać się kiedy rozwód nastąpi.

Najłatwiej byłoby ignorować nienawistne zachowania byłych partnerów, ale nie zawsze się da. Odszczekiwanie, sprostowania, dyskusje na szerokim forum to tylko woda na młyn prześladowcy. Oni wiedzą, jak uderzyć w czułe punkty, jakie tajemnice i słabości wywlec na światło dzienne, albo zwyczaje zmyślać. Ofiara może szukać wsparcia wśród bliskich lub u terapeuty. Bez pozytywnego wzmocnienia się nie da. Nikt nie jest w stanie sam sobie poradzić z nienawiścią. Szukajmy pomocy i nie poddawajmy się w budowaniu nowego ja bez współmałżonka (kuli) przy boku.
P.S Używałem rodzaju męskiego jako skrót, wśród hejtujących trucicieli są bowiem i kobiety.

Jacek Pawłowski