Reklama

 

 



Chciał uprawiać seks z 14-latką? Prokurator żąda 10 miesięcy więzienia

20/03/2018 15:55

To nietypowa sprawa – brakuje w niej osoby pokrzywdzonej. Jest za to podejrzany o przestępstwo, 39-letni mieszkaniec Kołobrzegu, który przez internet namawiał 14-latkę „na seks" oraz świadek Mateusz Giec, który tę nastolatkę udawał przed komputerem. Dzisiaj odbyły się pierwsze przesłuchania i mowy końcowe w procesie, który na wokandę wrócił za sprawą ministra Ziobry.



Sytuacja miała miejsce w listopadzie 2016 roku. Wówczas Mateusz Giec z Kołobrzegu, w ramach tzw. prowokacji obywatelskiej, podał się na internetowym czacie za 14-letnią dziewczynę. Fikcyjna „Monika" niemal natychmiast została zaczepiona przez 38-letniego mężczyznę, kołobrzeżanina, który umówił się z nią „na seks". Giec o całej sprawie powiadomił organa ścigania i wraz z policjantami z komendy powiatowej, zastawił na podejrzanego zasadzkę. Do spotkania między mężczyznami jednak nie doszło, bo 38-latek w ostatniej chwili, będąc już na klatce schodowej, zrezygnował z odwiedzin u nastolatki.

Ten fakt stał się przyczyną umorzenia sprawy przez Prokuraturę Rejonową w Kołobrzegu, której zdaniem, do czynu zabronionego nie doszło. Decyzję kołobrzeskiej instytucji podważył jednak prokurator okręgowy, a jego interwencja w Ministerstwie Sprawiedliwości sprawiła, że sprawa ponownie trafiła na wokandę.

Kolejnego takiego działania (prowokacji - dop.red.) z mojej strony na pewno nie będzie, ta sprawa powinna się potoczyć inaczej, już dawno powinna być zakończona. Mam żal do prokuratury i tym bardziej cieszę się, że w końcu sytuacja ma swój finał w sądzie. To wszystko dzieje jednak tylko dzięki mediom – mówił Mateusz Giec tuż przed rozprawą. Zdaniem świadka, bo w takiej roli występował dziś przed sądem społeczny „prowokator", gdyby sprawa nie została nagłośniona, rzekomy pedofil nie poniósłby żadnych konsekwencji swojego czynu. - Wiem, że materiał dowodowy jest mocny, mam nadzieję, że ten człowiek zostanie ukarany – mówił Giec. Tłumaczył również motywy swojego postępowania. - Zrobiłem tę prowokację, bo chciałem sprawdzić, jak łatwo dzisiaj dziecko może wpaść w niepowołane ręce. Szczerze mówiąc, byłem zszokowany, bo to co się zdarzyło, zajęło mi 15 minut – wyjaśniał świadek.

Podczas rozprawy, podejrzany, dzisiaj już 39-letni mężczyzna, zgodził się odpowiadać jedynie na pytania sędziego Marka Grzymkowskiego i obrońcy Wiesława Brelińskiego. Nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Motywy swojego działania usprawiedliwiał najpierw niewiedzą, że współżycie z 14-latką jest czynem zabronionym, a potem również niedowierzaniem, że dziewczynka miała 14 lat. - Na zdjęciu wyglądała na 19, 20 lat – mówił przed sądem. Sędzia Grzymkowski odczytywał zeznania podejrzanego i pytał Sebastiana S. o istniejące w nich rozbieżności. Podczas pierwszego przesłuchania mężczyzna przyznał się bowiem do winy i wyjaśniał, że „chciał zobaczyć jak to jest spotkać się z tak młodą dziewczyną i uprawiać z nią seks", że kierowała nim „ciekawość". W kolejnych zeznaniach twierdził, że do fikcyjnej „Moniki" pisał na zmianę z kolegą, którego imienia, nazwiska i miejsca zamieszkania nie zna. Przed sądem wyjaśniał, że właśnie to przesłuchanie zawiera prawdę, a do jej powiedzenia namówiła go konkubina, z którą obecnie żyje.

Rozprawa miała bardzo krótki i szybki przebieg. Podczas trzech godzin procesu prokurator i adwokat wygłosili swoje mowy końcowe, a wyrok ma być ogłoszony już w najbliższy piątek. Obrońca domaga się uniewinnienia, a prokurator żąda 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata, kuratora oraz kary grzywny. Do sprawy wrócimy.(iws)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

 


Reklama

Wideo e-kg.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości