Między innymi członków Koła Łowieckiego „Rybitwa" i biegłego z zakresu balistyki przesłuchano w związku ze sprawą Andrzeja W. To myśliwy, który jest oskarżony o postrzelenie, w czasie nielegalnego polowania, jadącej samochodem kobiety.
Sprawa jest bardzo nietypowa, opisywaliśmy ją wielokrotnie – do wydarzenia doszło w ubiegłym roku w październiku, po godzinie 22, w okolicach miejscowości Bezpraw. Jadąca w stronę drogi krajowej nr 6, kobieta poczuła nagle bardzo ostry ból w nogach. - Sądziłam, że coś się stało z samochodem, że jakiś plastik mnie uderzył. Nie przyszłoby mi do głowy, że to był postrzał – mówiła Emilia Kaczorowska podczas ostatniego przesłuchania.
Według ustaleń śledczych, to właśnie 30-letni Andrzej W. w tym miejscu i czasie oddał nieudany strzał do stada dzików, którego wynikiem było postrzelenie jadącej kobiety. Oskarżony nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że miejsce w którym strzelał, zabezpieczone było nasypem, który tworzył naturalną ochronę przed kulami. Według jego zeznań, w tym samym czasie mogło polować jeszcze dwóch myśliwych.
Na poniedziałkowym przesłuchaniu, informacje o tym, że polowanie Andrzeja W. nie było legalne, potwierdził i prezes i członek zarządu Koła Łowieckiego „Rybitwa". - Pan W. nie posiadał wymaganych prawem dokumentów do wykonywania polowania – mówił jeden z myśliwych – Aby je wykonywać trzeba mieć m.in. upoważnienie indywidualne do wykonywania polowań. Ja takie wydaję. Jest to druk ścisłego zarachowania. W tym przypadku nie przedłużyłem takiego upoważnienia (w przypadku W. straciło ono ważność – dop.red.), bo myśliwy się do mnie nie zgłosił.
Obaj myśliwi potwierdzili również, że w przypadku Andrzeja W. zabrakło wpisu do książki ewidencji polowań. Podali również informację o wykluczeniu 30-latka z koła łowieckiego. Jeden z panów tłumaczył, że podstawą takiego działania było „wysoce nieetyczne zachowanie w stosunku do wszystkich myśliwych w Polsce, bo sam zeznał (Andrzej W. - dop.red.), że kłusował, no i wyrządził krzywdę pani. Wszyscy koledzy uznali, że w szeregach klubu nie chcą takiego myśliwego". Prezes „Rybitwy" zeznał natomiast, że przyczyny usunięcia Andrzeja W. z organizacji nie miały nic wspólnego z toczącym się procesem.
Podczas rozprawy przesłuchano również ponownie ofiarę zdarzenia. Kobieta potwierdziła, że zamierza ubiegać się o odszkodowanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze