Nie ma porozumienia między armatorami jednostek wędkarskich a polskim rządem. Na kutrach zawieszono flagi protestacyjne. - Nie mamy nic do stracenia. I zapewniam, że nie będziemy umierać cicho i pokornie – mówi Waldemar Giżanowski, szef Stowarzyszenia Armatorów Jachtów Komercyjno-Sportowych (SAJKS) z Kołobrzegu.
Już 7 stycznia rozpocznie się „ostre pogotowie strajkowe”, które w poniedziałkowym oświadczeniu zapowiedział zarówno SAJKS, jak i Bałtyckie Stowarzyszenie Wędkarstwa Morskiego z Darłowa. Rybacy komercyjni informują, że może się ono zakończyć „totalną blokadą portów”. - Chcemy konkretnych ustaleń; kiedy? W jakim czasie? W jaki sposób? – tłumaczy Giżanowski – Dotychczas nie padły żaden konkrety, żadne terminy. Nasze majątki, na które pracowaliśmy całe życie, są obecnie nic nie warte. Nie mamy możliwości, aby cokolwiek z nimi zrobić, nie mamy żadnej alternatywy – mówi prezes SAJKS.
Rybacy mówią o „czarnej rozpaczy” i „beznadziei”, ale wierzą, że uda się pozytywnie poprowadzić rozmowy o przyznaniu rekompensat, które wyliczyli na około 150 milionów złotych. - Chcemy je podzielić sprawiedliwie przy udziale Ministerstwa Żeglugi i Gospodarki Morskiej. Dzięki tym pieniądzom będziemy mogli się się przebranżowić – tłumaczy Giżanowski. Według wyliczeń szefa SAJKS-u, w samym Kołobrzegu jest około 30 jednostek rekreacyjnych, a na całym Wybrzeżu ich liczba oscyluję wokół 100. To około pół tysiąca osób, które pozostaną bez pracy i majątku.
Przypominamy: od 1 stycznia ma obowiązywać unijna dyrektywa, która całkowicie zakazuje połowu dorsza dla jednostek wędkarskich na okres 4 lat. Pierwszy protest w tej sprawie odbył się już pod koniec listopada. (iws)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze