Podczas czwartkowej sesji radni większością głosów uchwalili, że miasto dofinansuje metodę zapłodnienia pozaustrojowego dla około 20 par rocznie. Nie obyło się bez dyskusji światopoglądowej – część radnych kwestionowała in vitro jako metodę leczenia, padły również słowa o „popieraniu aborcji" czy „selekcji genetycznej”.
Kwestie medyczne starał się rozwiać dr n.med. Artur Niedzielski, ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego szpitala w Szczecinie Zdrojach, który podkreślał, że in vitro jest „z punktu widzenia naukowego metodą niepodważalną i metodą leczenia niepłodności”, co poddawał w wątpliwość w swojej wypowiedzi choćby Maciej Bejnarowicz, szef klubu PiS. - To nie jest tak, że można ją zastąpić jakąkolwiek inną metodą. I nie znam pacjentek, które na in vitro decydują się od razu. Kobiety najpierw korzystają z innych, możliwych sposobów zajścia w ciążę np. naprotechnologii – wyjaśniał lekarz.
Słowa eksperta nie przekonały przeciwników in vitro, m.in. członków Akcji Katolickiej, którzy na salę konferencyjną przyszli z hasłami na transparentach typu: „Stop dla in vitro!”, „In vitro to procedura śmierci” czy „Kto w Boga wierzy na ratunek niech bieży, w piekielne odmęty diabła złożyć, a wcześniej wybatożyć”. Działacze katoliccy nagradzali brawami każdą krytyczną wobec projektu uchwały wypowiedź, a niektórzy próbowali głośno dyskutować z osobami, które zadeklarowały swoje poparcie dla tego projektu.
Część radnych opozycji wypowiadała się krytycznie nie tylko na temat samej uchwały, ale również metody in vitro. Karolina Szarłata -Woźniak z klubu Jacka Woźniaka stwierdziła, że projekt dzieli mieszkańców miasta, bo jest sprzeczny z sumieniem i przekonaniami części z nich. - Bo to życie kosztem wielu istnień – mówiła radna. Równie krytycznie wypowiadał się sam Jacek Woźniak, który jak przypomniał Artur Dąbkowski, sam niegdyś (jako szef SLD) był twórcą podobnego projektu. Podczas sesji Woźniak stwierdził, że uchwała jest działaniem władz miasta „na pokaz” i poparł zdanie Krzysztofa Plewki (PiS), że proponowany program dyskryminuje osoby niezamożne, których mimo dofinansowania i tak nie będzie stać na opłacenie kosztownej (około 20 tys. zł – dop.red.) procedury.
Swoje stanowisko w sprawie bardzo wyraźnie zaznaczyła natomiast radna Izabela Zielińska (klub Woźniaka), która przypomniała, że kwestie światopoglądowe nie powinny mieć miejsca w tej sprawie, bo „Polska jest państwem świeckim, a metoda in vitro jest prawnie uznana w kraju”. Radna zaznaczyła, że udział w programie in vitro jest dobrowolny, więc niesie ze sobą możliwość wyboru, a „osoby wierzące nie muszą do niego przystępować”. - Prawo nie może być stanowione na podstawie wierzeń religijnych(...). Tworzymy je opierając się na faktach naukowych, a nie na aktach wiary(...). Ja szanuje wszystkich ludzi; tych, którzy wierzą i tych, którzy nie wierzą, ale zawsze wychodzę z jednego założenia; trzeba mieć prawo wyboru. Nie chciałabym, żeby ktoś mnie tego prawa pozbawiał(...). Jestem radną rady miasta, ale przede wszystkim jestem matką dwójki dzieci(...). Życzę wszystkim tym, którzy będą chcieli przystąpić do tego programu, aby w końcu doczekali się swojego potomstwa – mówiła Zielińska. Podobne zdanie wyraziła Małgorzata Grotto z Kołobrzeskich Razem.
Ostatecznie projekt uchwały został przegłosowany. Przeciwko dofinansowaniu in vitro zagłosowali radni opozycji (PiS-Woźniak) z wyjątkiem: radnej Izabeli Zielińskiej oraz radnych Renaty Brączyk i Piotra Rzepki z klubu Prawo i Sprawiedliwość.
Jeśli uchwała zostanie podpisana przez wojewodę zachodniopomorskiego, Kołobrzeg dołączy do innych samorządów, które oferują pomoc finansową dla par z problemem bezpłodności. (iws)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze