Interwencja dwóch urzędniczek w parku im. Jana Henryka Dąbrowskiego zakończyła się nieoczekiwanym zwrotem akcji. Najpierw pojawiło się podejrzenie, że jedno z drzew może stanowić zagrożenie dla spacerowiczów, później okazało się, że rzeczywiście było spróchniałe, a na sam koniec jego wnętrze zajęły… pszczoły. Teraz strażacy będą musieli poczekać z usunięciem pnia, aż owady staną się mniej aktywne.
Do zdarzenia doszło podczas poniedziałkowej wizji lokalnej urzędników zajmujących się oceną stanu drzewostanu w miejskich parkach. Uwagę dwóch pań zwróciła naruszona gleba wokół jednego z drzew, co mogło wskazywać na problemy z jego stabilnością i systemem korzeniowym. Po konsultacjach z ekspertem w magistracie zapadła decyzja o powiadomieniu straży pożarnej i usunięciu drzewa, które mogło stanowić zagrożenie dla osób odwiedzających park. Podobnego zdania byli również strażacy. Po ocenie sytuacji zdecydowano, że nie warto zwlekać z interwencją. Jak się później okazało, była to słuszna decyzja - po wycince wnętrze pnia okazało się niemal całkowicie spróchniałe.
To nie wszystkie ustalenia. Podczas poniedziałkowej wizji do wycięcia wskazano dwa kolejne drzewa, natomiast trzy następne przejdą pogłębioną analizę, która pozwoli dokładnie ocenić ich stan.
Najbardziej nieoczekiwany okazał się jednak finał całej historii. Pozostawiony do wywiezienia pień niemal natychmiast zainteresował pszczoły, które zasiedliły jego spróchniałe wnętrze. Kiedy strażacy wrócili, aby dokończyć usuwanie drzewa, okazało się, że muszą wstrzymać działania. Ze względów bezpieczeństwa pień będzie można usunąć dopiero wtedy, gdy owady przestaną być aktywne, czyli w nocy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze