Reklama

 

 



Zamknięci w domach, niewidzialni dla systemu. Rodzice walczą o świetlicę dla dorosłych dzieci

21/05/2025 06:30

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda zwyczajnie: budynek, klatka schodowa, mieszkanie jak każde inne. Ale za drzwiami toczy się życie, którego nikt nie widzi. Żmudne, powtarzalne, wymagające ogromnego zaangażowania – choć dla świata pozostaje niewidoczne.


Dorośli z niepełnosprawnością intelektualną żyją tuż obok, często jedynie w czterech ścianach. Z każdym rokiem ich świat się zawęża, przestrzeni jest coraz mniej, a przybywa samotności.

Zamknięci nie z własnego wyboru, ale dlatego, że znikają z systemu. Po zakończeniu edukacji brakuje miejsc dziennego pobytu, zajęć, kontaktu z innymi. A razem z nimi, zamknięci w domach, są ich bliscy: matki, ojcowie, rodzeństwo. Rodziny, które przez lata walczyły o rozwój i godne życie, dziś widzą, jak mozolnie wypracowane postępy znikają, bo nie ma ich jak podtrzymać.

Reklama

Nie mają wsparcia. Brakuje systemowej pomocy, opcji, ale też lokalnych rozwiązań.

„Oddać do DPS-u"

W biurze Rady Miasta, z inicjatywy dwóch radnych: Renaty Brączyk i Sandry Kielnik-Kałużnej, spotykamy się z grupą rodziców takich dorosłych. Mówią o nich „dzieci", bo tak naprawdę dziećmi pozostają do końca życia. Przyszło szesnaście osób – głównie matek, jest także jeden ojciec. Każda historia, którą opowiadają jest inna, a jednocześnie podobna: wykluczenie, zamknięcie, brak perspektyw. I ta sama konkluzja: ich dorosłe dzieci nie mają gdzie pójść, są skazane na zamknięcie w domu.

Reklama

Część z nich została usunięta z ośrodka PSONI.

Praktycznie zostaliśmy wyrzuceni z dnia na dzień – opowiada pani Katarzyna. – Zadzwonił kierownik i powiedział, że mam zabrać córkę. Zapytałam, co mam teraz zrobić, i usłyszałam: „Oddać do Domu Pomocy Społecznej". - Pobyt mojej córki w ośrodku zakończył się na trzeci dzień. Uważam, że nie dano nam szansy, aby zdołała się tam zaadoptować, przyzwyczaić do nowego środowiska – mówi pani Beata.

 

 

Rodzice twierdzą, że w ośrodku pozostają głównie osoby, których funkcjonowanie nie sprawia większych trudności, a te bardziej wymagające, trudniejsze w codziennej opiece, często zostają bez pomocy. Podobne opinie słyszymy później od urzędników z którymi rozmawiamy.

Reklama

 

Przestrzeń bez ocen i wstydu

 

Rodzice mówią wprost: potrzebujemy świetlicy, lokalu, wspólnej przestrzeni, w której nasze dorosłe dzieci mogłyby spędzić kilka godzin dziennie. Miejsca, gdzie mogłyby być sobą – bez lęku przed oceną, bez poczucia wstydu.

– Gdzie moje dziecko mogłoby napluć na twoje – mówi jedna z matek. Wszyscy to rozumieją.

Takie miejsce byłoby także chwilą oddechu dla opiekunów; na rozmowę, wymianę doświadczeń, wspólną kawę.

Dla wielu z nich byłoby to ogromne wsparcie w codzienności, która nie ma przerw. Inaczej życie całych rodzin zamyka się w czterech ścianach.

Reklama

 

Urzędy nie mają, politycy milczą

 

Od miesięcy rodzice pytają o możliwość otrzymania takiego lokalu, albo skorzystania z już istniejącego – na kilka godzin dziennie. Zwracali się już do magistratu, starostwa – oba urzędy podkreślają, że nie dysponują wolną przestrzenią. Pisali do polityków: posła Marka Hoka, senatora Janusza Gromka, ale odpowiedzi nie otrzymali. Poseł nie odpisał na pismo, nawet na smsa, nie oddzwonił. Są jednak osoby, jak dwie radne, które zaangażowały się w sprawę i zapowiadają kolejne działania – chcą wnioskować o pomoc do Urzędu Marszałkowskiego. - Kiedyś pracowałam w ośrodku przy Mazowieckiej z niepełnosprawnymi dziećmi. A teraz spotykam ich po latach już jako dorosłych. I widzę ten brak przyszłości, perspektyw. To ogromnie przykre – mówi Sandra Kielnik-Kałużna.

Reklama

 

Kto może pomóc?

 

O to, jak wygląda obecna sytuacja wsparcia dla dorosłych osób z niepełnosprawnościami, pytamy Lilianę Korzeniewską, dyrektorkę Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Przyznaje wprost: obowiązujący model opieki jest niewystarczający i nie nadąża za realnymi potrzebami rodzin. - My prowadzimy warsztaty terapii zajęciowej, bo to zadanie powiatu, mamy także dwa ośrodki wsparcia. To dużo, niektóre powiaty nie mają takich w ogóle. Jednak prawda jest taka, że nie wszystkie dorosłe dzieci otrzymają szansę, aby tam trafić. I wynika to także z faktu, że po prostu większość miejsc w ośrodkach jest zamrożona, rotacja jest znikoma, co praktycznie zamyka dostęp dla nowych osób, a przecież tych wciąż przybywa.

Reklama

Jak zaznacza dyrektorka, w idealnym świecie warsztaty terapii zajęciowej nie powinny być miejscem przechowywania, lecz uczyć samodzielności, przygotowywać do kolejnych etapów – jak ośrodki wsparcia czy zakłady aktywności zawodowej. W praktyce jednak ograniczona liczba miejsc i rosnąca liczba osób z orzeczeniami powodują, że system się zatyka.

Dlatego – jak mówi dyrektorka – każda gmina powinna rozwijać opiekę wytchnieniową. Taki program działa już w Kołobrzegu i został zaproponowany również rodzicom. Ci jednak zwracają uwagę, że choć sam pomysł jest krokiem w dobrą stronę, nie rozwiązuje problemu społecznej izolacji ich dzieci. – Ten program odbywa się w domu. A przecież chodzi o to, żeby one z tego domu mogły wyjść – mówią rodzice.

Reklama

Czy ktoś im pomoże?

Do tematu wrócimy.

Jeśli jesteś w podobnej sytuacji, jak grupa rodziców o której piszemy, zadzwoń pod numer 502 690 431

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

 


Reklama

Wideo e-kg.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości