Publikacja naszego artykułu o planowanych podwyżkach dla wójta i części radnych wywołała zaskakujący efekt. W poniedziałek podczas sesji nadzwyczajnej wójt Jerzy Wolski wycofał oba projekty uchwał, a znaczną część swojego wystąpienia poświęcił naszej redakcji. Dowiedzieliśmy się, że media powinny zajmować się sukcesami gminy, a nie tak błahymi sprawami jak wydatkowanie publicznych pieniędzy. Jeśli robią inaczej, to wiadomo piszą „na zamówienie”. Panie wójcie, halo tu Ziemia!
Niemal cała nadzwyczajna sesja została poświęcona naszemu artykułowi, choć nazwa portalu e-KG.pl ani razu nie padła podczas obrad. Przypomnijmy więc, czego dotyczył materiał, który wywołał tak duże emocje. Mianowicie poinformowaliśmy naszych Czytelników, że podczas poniedziałkowych obrad radni gminy Kołobrzeg zajmą się dwoma projektami uchwał dotyczącymi podwyższenia wynagrodzenia wójta oraz zmian w dietach części radnych. Wyjaśniliśmy również, że proponowane zmiany są konsekwencją nowych przepisów dotyczących wynagrodzeń włodarzy samorządów, a podobne uchwały zostały już wcześniej podjęte między innymi w Kołobrzegu i powiecie kołobrzeskim, o czym zresztą również pisaliśmy. W tekście podaliśmy wprost, choć z projektu uchwały nie wynikało to bezpośrednio, że proponowana podwyżka wyniosłaby około 8 procent, czyli niespełna 1,5 tys. zł brutto miesięcznie. Nie było tam ani sensacji, ani insynuacji. Były za to fakty oraz krótka wypowiedź radnego Bartosza Górala.
Wiceprzewodniczący rady otwarcie przyznał, że dziwi i jego i część radnych gminy procedowanie takich uchwał podczas sesji nadzwyczajnej. Wskazywał słusznie, że sprawa dotycząca wynagrodzeń powinna być rozpatrywana w sposób przejrzysty na normalnej sesji. Trudno uznać takie stanowisko za kontrowersyjne. Sesje nadzwyczajne nie są elementem stałego harmonogramu pracy rady, odbywają się w krótkim terminie i z natury rzeczy przyciągają mniejsze zainteresowanie mieszkańców oraz mediów. Jeśli dodatkowo organizowane są w środku wakacji, gdy niewielu mieszkańców, a nawet redakcji, śledzi na bieżąco Biuletyn Informacji Publicznej, pojawia się pytanie, czy taki tryb rzeczywiście sprzyja otwartej debacie i nie jest przypadkiem próbą ograniczenia rozgłosu. Zwłaszcza, że pozostałe dwa projekty zaplanowane w obradach sesji, nie były niezbędne do natychmiastowego uchwalenia. Co ciekawe, podobny wniosek wyciągnął ostatecznie sam przewodniczący rady Krzysztof Chabaj, który po wycofaniu projektów stwierdził, że wrócą one we wrześniu, aby, jak powiedział, temat był „bardziej transparentny”.
Na tym sprawa mogłaby się zakończyć, jednak wójt Wolski zdecydował inaczej. Otóż znaczą część swojego wystąpienia poświęcił nie własnym projektom uchwał, lecz naszemu artykułowi, który poinformował mieszkańców o ich istnieniu.
I właśnie tutaj zaczyna się najbardziej interesująca część tej historii. To nie mieszkańcy znaleźli projekty uchwał. Nie radni poinformowali o nich opinię publiczną. Zrobili to dziennikarze, wykonując swoją pracę. Przypomnijmy; informacja została opublikowana w Biuletynie Informacji Publicznej, my na nią trafiliśmy, opisaliśmy, rozmawialiśmy z radnymi. Efekt? Wójt zasugerował wprost, że artykuł informujący o podwyżkach został napisany „na zamówienie”. Podczas oratorskich występów urzędnika nie padło niestety nazwisko rzekomego zleceniodawcy, nie pojawił się także żaden dowód potwierdzający tak poważny zarzut. Co więcej, podczas tej samej sesji radny Bartosz Góra odniósł się do okoliczności powstania artykułu. Potwierdził, że po publikacji informacji w BIP-ie dziennikarka skontaktowała się najpierw z przewodniczącym rady, a następnie rozmawiała również z nim osobiście. Jak podkreślił, treść artykułu odpowiadała przebiegowi tych rozmów. Trudno o bardziej zwyczajny warsztat pracy lokalnej redakcji.
Jednak według wójta media zamiast koncentrować się na sprawach budzących publiczne zainteresowanie powinny zajmować się przede wszystkim informacjami o pozyskanych dofinansowaniach, czy wysokich miejscach w płatnych rankingach. Niestety musimy wójta zmartwić, rolą mediów nie jest prowadzenie promocji gminy ani tym bardziej samego jej włodarza. Od tego są rzecznicy prasowi, media społecznościowe urzędu i materiały informacyjne przygotowywane przez samą gminę. Media, a zwłaszcza media prywatne, bo wbrew wypowiedziom wójta, nie jesteśmy „mediami publicznymi”, mogą pisać o wszystkich tematach, które uznają za ważne i interesujące. A sprawy podwyżek dla przedstawicieli władz samorządowych są dla mieszkańców ważne; przypomnijmy, że obracamy się w kręgu wydatków publicznych a nie finansów prywatnej firmy.
To co się wydarzyło podczas poniedziałkowej sesji najlepiej obrazuje stare powiedzenie: „uderz w stół, a nożyce się odezwą”. Jeśli ktoś jeszcze zastanawiał się, dlaczego projekty dotyczące podwyżek miały być procedowane właśnie na sesji nadzwyczajnej, w środku wakacji, to po poniedziałkowym wystąpieniu wójta materiału do przemyśleń raczej mu nie zabrakło. Używając młodzieżowego slangu - wójt po prostu sam się wyjaśnił. Nas szczególnie urzekło stwierdzenie, że artykuł opisujący projekty uchwał, których sam był inicjatorem i współautorem, „deprecjonuje” jego jako wójta. Pozostaje więc pytanie, czy problemem był sam artykuł, czy raczej fakt, że mieszkańcy dowiedzieli się o planowanych podwyżkach przed głosowaniem.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze