Reklama

 

 



Śladem publikacji – „Jest sama i ma chore dziecko. Od miesięcy walczy (...) o własne mieszkanie”.

05/06/2017 18:59

Sprawa Agnieszki Wróblewskiej opisana przez nas w piątek ubiegłego tygodnia nabiera ogromnego rozgłosu. Nie sposób nie odnieść się do tej historii w osobnym i obszernym komentarzu – również z powodu zarzutów jakie pani M., jedna z bohaterek reportażu, kieruje w moją stronę – a mianowicie braku przedstawienia jej argumentów, a więc zaniechania podstawowej rzetelności dziennikarskiej jakiego miałam się dopuścić tworząc tekst „Jest sama i ma chore dziecko. Od miesięcy walczy z kołobrzeską artystką o własne mieszkanie.”{jcomments off}



Na początku chciałabym podkreślić, że zanim podjęłam się opisania historii nie znałam ani Agnieszki Wróblewskiej, ani pani M. Owszem kojarzyłam artystkę z jej publicznych wystąpień, jednak nigdy nie miałam okazji rozmawiać z nią osobiście. Tak stało się dopiero 1 czerwca, w czwartek o godzinie 10.02 na Komendzie Powiatowej Policji w Kołobrzegu. Tam właśnie, wiedząc o policyjnych negocjacjach między zwaśnionymi stronami, udałam się, aby porozmawiać z panią M. osobiście, zapytać ją o jej własną „wersję wydarzeń”. Poniżej przytaczam dokładnie stenogram z całej przeprowadzonej i nagranej przeze mnie rozmowy.

-  Dlaczego nie chcą się Państwo wyprowadzić z mieszkania pani Agnieszki Wróblewskiej? Przecież to nie jest Państwa mieszkanie.
- Ale my nigdy nie mówiliśmy, że to jest nasze mieszkanie. My chcemy po prostu odzyskać nasze skradzione rzeczy i tego... Dzisiaj nic więcej nie powiem
- Czyli Państwo uważają, że pani Agnieszka was okradła, tak?
- Ale oczywiście...okradła nas, dokładnie
- Czy sprawa została zgłoszona na policję?
- Jest wszystko zgłoszone, dokładnie
- A mogę zapytać jakie to są rzeczy?
-  Może...może, znaczy jeśli chce pani porozmawiać mogę dać pani numer do adwokata naszego i z nim może pani porozmawiać.
- A pani nie chce porozmawiać?
- Nie ja teraz...jakby...nie, nie...nie mam ochoty ani w sensie...jakby czasu na to i może się pani ze mną umówić, może nie teraz i...
- Ale ja będę pisała na ten temat dzisiaj także jeżeli by chciała pani ze mną rozmawiać na ten temat to bardzo bym prosiła. Czy mogę do pani zadzwonić popołudniu, czy...
- Może pani
- Tak?
- Dobrze. To w takim razie zadzwonię


Następnie proszę panią M. o podanie numeru telefonu. Pani M. się waha po czym prosi, abym to ja podała jej swój numer i ona do mnie oddzwoni. Dyktuję jej więc numer telefonu i jeszcze raz podkreślam, że zależy mi na przedstawieniu jej wersji wydarzeń i proszę o szybki kontakt. Świadkiem całej, nagranej jeszcze raz zaznaczam, rozmowy jest osoba stojąca w poczekalni kołobrzeskiej komendy (imię i nazwisko do wiad.red.).


Pani M. nie dzwoni do mnie w czwartek, choć wie, że tego dnia planuję napisać reportaż. Negocjacje policyjne kończą się popołudniu 1 czerwca i jest informacja – lokatorzy mają się zastanowić do piątku 2 czerwca czy opuszczą mieszkanie. W związku z tym decyduję, że tekst nie powstanie tego dnia. Czekam do piątku, czekam na obiecany telefon, ale przede wszystkim na decyzję pani M.. Wiem, że jeśli zdecyduje się na opuszczenie lokalu tekst będzie nieaktualny. A przede wszystkim – ujmując rzecz metaforycznie – nie chcę „dorzucać” do i tak rozgrzanego już pieca, wpływać na decyzję artystki, powodować, że w związku z upublicznieniem sprawy nie zechce opuścić mieszkania.
Reportaż zostaje opublikowany 2 czerwca po godzinie 15 kiedy już wiadomo (po kolejnych negocjacjach policyjnych), że pani M. i jej rodzina zostają w lokalu, do którego na mocy obowiązującego prawa, dokonała włamania.


Tego dnia otrzymuję telefon od pani M. Rozmowa jest bardzo krótka, rzeczowa bo nagrywana, tego jestem pewna, tym razem przez moją rozmówczynię, która zarzuca mi opublikowanie kłamstwa i nieprawdy. Informuje, że skontaktuje się ze mną jej prawnik.

W sobotę 3 czerwca rzeczywiście dzwoni do mnie osoba przedstawiająca się jako adwokat pani M. Przytaczając kolejne artykuły z prawa prasowego, żąda zamieszczenia sprostowania, pyta, kiedy mogę je opublikować. Stanowczo proszę o kontakt ze służbowej skrzynki mailowej. Nie mam przecież żadnej pewności czy rzeczywiście rozmawiam z prawnikiem z Krakowa, bo tak się przedstawia dzwoniący mężczyzna.
Dotychczas jednak nie otrzymałam żadnego pisma, sprostowania czy jakkolwiek to nazwać – żadnego dokumentu z kancelarii prawniczej w Krakowie.

Wiem już, że 1 czerwca do kołobrzeskiej prokuratury trafia zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa – kradzieży przez Agnieszkę Wróblewską. Dzieje się tak po mojej rozmowie z panią M.,w której artystka zaznacza, że już zgłosiła swoje oskarżenia. Tuż po naszym spotkaniu policja nie potwierdza, aby takie doniesienie wpłynęło.

Dlaczego pani M. oskarża Agnieszkę Wróblewską o kradzież? Tutaj muszę przytoczyć dokładną chronologię wydarzeń podaną mi przez świadków; 4 maja rodzina w asyście policji opuszcza mieszkanie, w którym natychmiast zostają wymienione zamki. Zabiera podręczne rzeczy. 7 maja mąż pani M.,zgodnie z umową, odbiera pozostałe rzeczy oprócz sprzętu elektronicznego, który zostaje na poczet niespłaconych długów – czynszu za mieszkanie i zaległych rachunków za prąd, które reguluje właścicielka mieszkania. Czy te rzeczy powinny zostać? O tym zadecyduje prokuratura. W każdym razie mąż pani M. deklaruje, że w najbliższym czasie uprzątnie również komórkę znajdującą się na korytarzu. Nie robi tego przez kolejne trzy tygodnie w trakcie których Agnieszka Wróblewska przebywa z synem na turnusie rehabilitacyjnym.

Po powrocie z wyjazdu właścicielka mieszkania musi uprzątnąć cały lokal. Część rzeczy  znalezionych w komórce (3 worki ) zostają wyniesione na śmietnik, reszta pozostaje, kiedy, jak opowiadają świadkowie, spomiędzy nich wybiega wypłoszony szczur. Ani właścicielka ani osoby które pomagają jej w „ogarnięciu” zaniedbanego lokalu, jak zeznają na policji, nie zaglądają do czarnych worków. Pani M. nagra potem film w którym będzie udowadniać, że w tych właśnie wyrzuconych rzeczach były jej dokumenty, pamiątki osobiste należące do rodziny. Czy tak jest czy też część tych przedmiotów znalazła się w śmieciach na „użytek” pani M.? Nie nam to oceniać. Od tego jest prokuratura i policja.
Na tym jednak błędzie Agnieszki Wróblewskiej, bo tak to nazwę, pani M. będzie opierać swoją linię obrony.

Nie będę w komentarzu wnikać w szczegóły umowy między panią M. a Agnieszką Wróblewską. Z pewnością nie była ona sporządzona tak jak należy i co ważne nie chroniła właścicielki mieszkania. Aby tak się stało musiałby zostać podpisany dokument tzw. najmu okazjonalnego – o tym informuje mnie mec. Adam Ostaszewski z Kancelarii Prawej Aleksander Bolko, Adam Ostaszewski w Koszalinie. Między obiema bohaterkami część zwykłej umowy najmu zostaje zawarta na papierze, część to umowa ustna, a to daje prawa przede wszystkim lokatorom, nie chroni natomiast właścicieli wynajmowanych lokali. To pokłosie wprowadzonej w ubiegłym roku ustawy, która miała bronić lokatorów przed tzw. czyścicielami kamienic.

Niepodważalny natomiast jest – jak informuje mnie mec. Ostaszewski, fakt, że pani M. i jej rodzina  raz wyprowadzając się z mieszkania i wchodząc do niego ponownie ( po trzech tygodniach, wyłamując zamki) dokonali włamania. - Raz opuszczając mieszkanie lokatorzy w tzw. dorozumiany sposób zgodzili się, że muszą to mieszkanie opuścić – tłumaczy  prawnik. Tym samym więc pani M. i jej rodzina nie powinni w tym lokalu przebywać. Tutaj jednak sprawa znowu rozbija się o prokuraturę, wyrok sądu. A takie rzeczy trwają.

W gąszczu tych wszystkich prawnych zagadnień i błędów popełnianych przez jedną czy drugą stronę łatwo jednak stracić prosty temat i linię całej historii. Jaki? To Agnieszka jest właścicielką mieszkania, które kupiła jako materialne zabezpieczenie dla chorego syna. Można powiedzieć, że wywalczyła je w sądzie jako rekompensatę za błąd lekarski przez który ma ciężko upośledzone dziecko. Żadne show rozgrywane przez panią M., żadne słowa poparcia ze strony światka muzycznego czy aktorskiego tego nie zmienią.

Za Agnieszką Wróblewską nie stoją ważne osobistości, ani sławni ludzie. Są z nią rodzice chorych dzieci z placówki przy ul. Mazowieckiej w Kołobrzegu. Są przyjaciele, którzy byli świadkami wszystkich interwencji. Są też osoby postronne, które te wydarzenia widziały przypadkowo-wśród nich również policjanci wzywani przez panią M. na interwencje, czy negocjujący z nią opuszczenie mieszkania.

Są również osoby, dawni znajomi pani M., którzy przeżyli podobne historie – nie tak drastyczne, nie tak medialne być może, ale którzy doświadczyli na własnej skórze walkę o pożyczone pieniądze czy o odzyskanie użyczonego pani M. mieszkania. Wśród nich jest Justyna Patro, która o swój dług musiała upomnieć się sądzie. Sprawę wygrała (pozew został złożony w październiku 2013 roku, w listopadzie 2015 roku komornik odebrał ostatnią ratę z pożyczonych przez panią M. 4 tysięcy). Jest Karolina Zuziak, która niemal siłą odzyskiwała lokal, którym na chwilę poratowała będącą w kłopotach mieszkaniowych artystkę. Są osoby, które chcą pozostać anonimowe, ale opowiadają podobne historie.

Agnieszka Wróblewska popełniła wiele błędów (wyrzucenie rzeczy, brak dokumentowania interwencji), trudno się jednak dziwić – pierwszy raz stała się bohaterką takiej historii. Być może będzie musiała za nie zapłacić. Pani M. jest, jak wiem, w posiadaniu wielu nagrań, rozmów, filmów – być może doświadczenie uczy jak się zachować się w takiej sytuacji. Jednak najważniejsze – pani M. mogła się z mieszkania po prostu wyprowadzić, opuścić je. Mogła dochodzić swoich praw, jeśli uważała, że takie zostały przekroczone, w sądzie. Wówczas nikt nie usłyszałby o tej historii lub też mogłaby ona potoczyć się zupełnie inaczej. A zapowiadany niedawno koncert gospel nie zostałby odwołany. Mogła, ale tego nie zrobiła.



Iwona Siemińska
[email protected]



Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

 


Reklama

Wideo e-kg.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości