W Kołobrzegu nie brakuje wydarzeń, brakuje natomiast informacji o nich, zwłaszcza o tych tworzonych oddolnie. Na problem zwrócił uwagę Adam Walijewski, przedsiębiorca i organizator Night Marketu, a jego głos szybko podchwycili internauci, wskazując m.in. na brak bezpłatnych i legalnych miejsc do informowania o lokalnych inicjatywach. - Nie chcę czytać o imprezach w Poznaniu, tylko o tym, co dzieje się w Kołobrzegu - napisał jeden z komentujących, odnosząc się do sposobu funkcjonowania części słupów ogłoszeniowych w mieście.
Pod wpisem Walijewskiego wywiązała się szeroka dyskusja na temat tego, jak skutecznie docierać do mieszkańców z informacjami o wydarzeniach. Wiele osób podkreślało, że o części inicjatyw dowiaduje się dopiero po fakcie. Warto jednak zaznaczyć, że niemal każdy lokalny portal informacyjny posiada dział poświęcony kulturze i wydarzeniom lub regularnie publikuje takie informacje. Również miejskie strony internetowe oraz profile instytucji kultury, takich jak Regionalne Centrum Kultury czy Kołobrzeski Instytut Kultury i Promocji, są na bieżąco aktualizowane. Aktywnie prowadzone są także media społecznościowe miejsc takich jak Adebar, za które odpowiadają młodzi ludzie.
Problem polega jednak na tym, że znaczna część tego obiegu informacji funkcjonuje niemal wyłącznie w internecie, a często wręcz ogranicza się do mediów społecznościowych. Dla osób, które z nich nie korzystają informacje o wydarzeniach w mieście po prostu nie istnieją, zauważa organizator Night Marketu. To właśnie oni najczęściej utwierdzają się w przekonaniu, że „w Kołobrzegu nic się nie dzieje", choć w rzeczywistości nie mają dostępu do kanałów, w których te wydarzenia są promowane.
Skąd więc wciąż powracająca opinia o braku oferty kulturalnej w naszym mieście? Zdaniem uczestników dyskusji problem nie leży w liczbie wydarzeń, lecz w niedostatecznej infrastrukturze informacyjnej zwłaszcza dla inicjatyw oddolnych, tworzonych przez samych mieszkańców. To właśnie one, jak wynika z komentarzy, nie mają gdzie się zaprezentować w sposób czytelny, widoczny i dostępny dla wszystkich.
- W Kołobrzegu nie ma darmowej, legalnej przestrzeni do informowania mieszkańców o wydarzeniach - podkreśla Walijewski. Jego zdaniem bez płatnej reklamy w internecie lub w mediach społecznościowych dotarcie do odbiorców jest dziś niemal niemożliwe. Plakaty nie mają gdzie wisieć, a jedyną alternatywą pozostaje proszenie kawiarni, hoteli czy sklepów o ich wywieszenie a to rozwiązanie doraźne i mało skuteczne.
Funkcję informacyjną mogłyby pełnić słupy ogłoszeniowe, jednak zarządza nimi zewnętrzna firma, a koszty, sięgające kilku tysięcy złotych, skutecznie eliminują małe, lokalne wydarzenia. W efekcie w przestrzeni publicznej dominują reklamy komercyjne oraz przekaz dużych instytucji, podczas gdy inicjatywy oddolne pozostają niewidoczne.
Jak podkreśla Walijewski, nie chodzi więc o brak aktywności kulturalnej czy społecznej, lecz o brak miejskiej, dostępnej dla wszystkich infrastruktury informacyjnej. To sprawia, że część mieszkańców żyje w przekonaniu, że w Kołobrzegu niewiele się dzieje, choć w rzeczywistości dzieje się więcej, niż widać.
- Jeśli okaże się, że problem jest realny (a wszystko na to wskazuje), spróbujmy wspólnie nacisnąć na władze miasta, żeby to zmienić – pisze Walijewski.
A Wy skąd czerpiecie informację o wydarzeniach i imprezach w mieście?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze