Reklama

 

 



Jest decyzja rady w sprawie podwyżki podatków. Miasto mówi o inflacji, opozycja o kolejnych obciążeniach


Waloryzacja, która pozwoli miastu utrzymać dotychczasowe tempo inwestycji, czy kolejne sięganie do kieszeni mieszkańców i przedsiębiorców? Tak różniły się stanowiska radnych podczas dyskusji o podwyżce lokalnych podatków. Ostatecznie większość zdecydowała, że w 2027 roku opłaty pójdą w górę. Stawki podatku od nieruchomości wzrosną o 2,7 proc. i osiągną maksymalny poziom dopuszczony przepisami. Przeciwko podwyżkom opowiedział się opozycyjny klub PiS.


To właśnie wokół maksymalnych stawek podatków od nieruchomości rozgorzała, podczas środowej sesji, niemal godzinna dyskusja. Urzędnicy przekonywali, że nie chodzi o zwiększanie obciążeń dla samego zwiększania dochodów. Skarbnik Jolanta Włodarek tłumaczyła, że przyszłoroczny budżet trzeba przygotować przy rosnących kosztach wynagrodzeń, towarów i usług. Podniesienie stawek ma zrekompensować część tych wydatków i zapewnić dodatkowe wpływy do miejskiej kasy.

 

Takiego podejścia bronił radny Ryszard Szufel (Koalicja Obywatelska). Przekonywał, że podwyżka ma przede wszystkim zrekompensować skutki inflacji. Skoro rosną ceny energii, ogrzewania, usług czy miejskich inwestycji, pozostawienie podatków na dotychczasowym poziomie oznaczałoby, zdaniem radnego, że miasto mogłoby zrobić mniej niż rok wcześniej. - Naszą intencją jest nie podnoszenie, tylko przywrócenie poprzedniej wartości pieniądza. Dlaczego? Dlatego, żeby zrobić to samo, co w poprzednim roku. Nie mniej, a jak się uda, przy dobrym zarządzaniu, zrobić więcej - mówił.

Reklama

Szufel podkreślał przy tym, że pieniądze z lokalnych podatków są później przeznaczane m.in. na remonty ulic, inwestycje i miejskie usługi. Jego zdaniem rezygnacja z podwyżki oznaczałaby więc konieczność ograniczenia części planowanych wydatków. W podobnym tonie zabierali głos pozostali radni KO.

Zupełnie inaczej sprawę przedstawiała natomiast opozycja. Bartosz Bieńkowski skwitował propozycję parafrazując wyborcze hasło: „doimy, nie gadamy". Szerzej swoje argumenty przedstawił Piotr Buda. Radny PiS zwrócił uwagę, że choć Ministerstwo Finansów wyznacza górny pułap stawek podatkowych, samorządy nie mają obowiązku stosowania go w pełnej wysokości. - Nikt z Warszawy nie przysłał nam nakazu zastosowania stawek maksymalnych. To jest wybór pani prezydent - mówił. Buda przekonywał, że skoro miasto mówi o dobrej kondycji finansowej i oszczędnościach znajdowanych w budżecie, mieszkańcy oraz przedsiębiorcy powinni odczuć to również we własnych portfelach. Tymczasem, jak argumentował, do rosnących kosztów życia i prowadzenia działalności dochodzą kolejne lokalne obciążenia.

Reklama

Radny chciał też wiedzieć, jaka byłaby alternatywa dla podwyżek. Jego zdaniem należało pokazać, z czego Kołobrzeg musiałby zrezygnować, gdyby pozostawiono opłaty i podatki na dotychczasowym poziomie. Dopiero wtedy mieszkańcy mogliby ocenić, czy podwyżka rzeczywiście jest konieczna.

Ostatecznie większość radnych poparła propozycję miasta. W górę poszły również opłata targowa i uzdrowiskowa.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

 


Reklama

Wideo e-kg.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości